Powrót do zdrowia jak nawrócenie

powrot-do-zdrowia-jako.jpg

Zdrowie nie zawsze oznacza to, czego dotyczy. Być zdrowym w dzisiejszym rozumieniu przeciętnego obywatela oznacza brak choroby.  To prawda ale nie całkowita. Człowiek reagując na ból zarówno fizyczny jak i psychiczny, potwierdza zależność pomiędzy ciałem a duchem (w języku psychologii: soma i psyche). Ale obecnie nie będziemy skupiali się wyłącznie na objaśnianiu pojęć językowych. Zatem o naszej egzystencji współdecyduje ciało i duch.

Jeżeli mamy przysłowiowego „doła”, trudno wtedy mówić o dobrym samopoczuciu. Tak samo jest w momencie np. bólu zęba. Te dwie rzeczy stanowią o dobrym zdrowiu. „W zdrowym ciele zdrowy duch”, jak mówi przysłowie, choć naprawdę jest odwrotnie. To ze złych emocji organizm potrafi wydzielać więcej żółci (zgaga), spowodować przyspieszone bicie serca ( arytmia), czy bóle głowy. Oczywiście, istnieją również przyczyny typowo somatyczne ale gdyby przyjrzeć się początkom ich powstawania, w dużej mierze leżą one po stronie emocji, czyli słabego („chorego”) ducha.

Kiedy przychodzi czas leczenia, pragniemy raczej wtedy zajmować się ciałem, jego somatycznymi dolegliwościami aniżeli stanem ducha. Cóż za sprzeczności. Pragniemy by leczono nas przyczynowo, a kiedy do tego dochodzi, żądamy wyłącznie leczenia objawowego. Przykład: Przychodzi chory do lekarza… Co pani/panu dokucza?

  • Mam zawroty głowy i boli mnie w klatce piersiowej.

Eliminując poprzez badania medyczne wszelkie choroby somatyczne dochodzimy bezpośrednio do człowieka, do jego wnętrza-emocji. Tak więc lekarz pyta:

  • Co słychać w rodzinie? Jak relacje z mężem/żoną? Dziećmi itp.
  • wszystko dobrze, ale ja nie z tym przychodzę do lekarza…

No właśnie. Pragniemy leczyć własne oczekiwania zamiast źródła nękających dolegliwości. Ta droga zaprowadzi nas jedynie wokół własnej osoby i skończymy w punkcie wyjścia. To bardzo częste wydarzenie podczas większości terapii. Przychodząc do lekarza np. z bólem kolan, czy podwyższonym cholesterolem uważamy, że powinien zajmować się on  jedynie tym, z czym do niego przychodzimy, ponieważ wg nas to jest najważniejsze. Pozwalamy na leczenie przyczynowe tylko pod warunkiem, że nie będzie ono dotyczyło naszego życia, postępowania czy sumienia.

Tak, właśnie sumienia. I nie mam tu na myśli jego oceny lecz właściwe rozeznanie(przez osoby do tego powołane) i ewentualną pomoc w przemianie. „Przecież to jest indywidualna sprawa każdego człowieka”-mówimy. Teoretycznie tak. Do czasu, w którym nie potrzebujemy leczenia przyczynowego i pragniemy likwidować jedynie objawy, stając się tym samym dożywotnim źródłem dochodowym na drodze do zdrowia.

Artykuł tygodnia

DLACZEGO LUDZIE KŁAMIĄ

Dlaczego ludzie szerzą oszczerstwa, odbierają bezinteresownie innym dobre imię? Czy tylko po to, by siebie usprawiedliwić, poczuć przez chwilę satysfakcję, że nie ma świata prawdy, wolnego od zła i zamętu? Kłamstwo - grzech główny. Zakaz kłamania został wyryty na kamiennych Mojżeszowych tablicach.

Ojcem kłamstwa jest diabolos - ten, którego celem jest - jak powiada Pismo Święte - sianie zamętu, zamieszanie, skłócanie. Philip Zimbardo, jeden ze współczesnych badaczy psychologii dobra i zła, stawiając pytanie o to, dlaczego dobrzy ludzie czynią zło, powiada, że grzechem anioła niosącego światło, zwanego Lucyferem, jest to, co średniowieczni myśliciele nazywali cupiditas: pożądanie, zachłanność, skąpstwo, potrzeba dominacji nad innymi - przymus, by zagarniać, zawłaszczać, podporządkowywać sobie wszystko i wszystkich.

Taki człowiek wrogie dla siebie otoczenie (które mogłoby obnażyć kłamstwo) będzie od siebie odpychać lub atakować.

Więcej…