(Nie)kończąca się opowieść…

nie-konczaca-sie-opowiesc.jpg

Niektórzy ludzie twierdzą, że ból przemija, że wszystko przemija., pozostaje tylko czas, droga do przebycia, która leczy rany…

Siedział nad brzegiem morza i patrzył na zachód słońca, przyjechał tu żeby zapomnieć. Chciał być jak najdalej od miejsc, które przypominały Ją, które łączyły się z Nią. Już czas zapomnieć, czas zacząć żyć na nowo, nauczyć się żyć bez niej.

To było trudne, bo choć rozum akceptował, to serce cały czas tęskniło i bolało, podskakiwało na każdy dźwięk przychodzącego sms-a z nadzieją, że napisała… Ale nadszedł czas i trzeba uciszyć serce, trzeba pozwolić dojść do głosu rozumowi a on mówi Jej już nie ma, zapomnij!!!!.

Ostatnim etapem zapomnienia miało być skasowanie wszystkich maili, usunięcie z komputera wszystkiego co mogło ją przypominać, nauczył się nawet nie wypowiadać jej imienia

– musiał jeszcze wstać i pojechać do domu, już nigdy nie oglądając się za siebie, nie patrzeć w przeszłość, wymazać z pamięci ostatni czas, żyć tak jakby go nigdy nie było…

nie-konczaca-sie-opowiesc1

…To jedna z historii. Druga to…

„Myślałam, że szpital odmieni serce człowieka z którym żyłam, nawet przez chwilę zaczęłam w to wierzyć, ale to była chwila. Szara rzeczywistość, stare ale „nowe” obowiązki, którym w obecnej sytuacji musiał podołać, przerosły jego możliwości. Leżałam w łóżku szpitalnym, obolała chorobą i strachem. Dziś nie przyniósł róży lecz wiązankę pretensji i użalania się nad samym sobą. Ostatkiem sił walczyłam o jego miłość i swoje życie. Operacja rozwiała resztki złudzeń na normalne funkcjonowanie ale dała nadzieję na normalne życie. Stała się operacją dla naszego związku. Chociaż dla mnie nigdy nic nie było łatwe, dopiero teraz wiem co naprawdę jest trudne…”

nie-konczaca-sie-opowiesc2

I jeszcze jeden list…

Jak sięgam pamięcią, od początku mojego życia, czułem się jakiś inny, gorszy od pozostałych znanych mi ludzi. Zaraz po moim porodzie  moja mama wyjechała za granicę a ojciec mnie zostawił, nie pamiętam jego ciepła. Nie widziałem się z nim przez wiele lat. Wychowywała mnie najbliższa rodzina mojej mamy. Pomimo ciepła i opieki, jaką miałem, za co im serdecznie dziękuję, nie wiedziałem, co znaczy mieć normalną rodzinę, mamę i tatę.

Czułem się gorszy od innych, choć nigdy się do tego nie przyznałem-nawet przed sobą… Czegoś mi zawsze brakowało, na tamten czas nie mogłem jeszcze określić, czego mi brakuje abym był taki jak inni. Nie chodziłem obdarty, byłem zadbany i nigdy nie byłem głodny. Jako nastolatek stworzyłem sobie w głowie swój własny świat, w którym o mojej wartości miały świadczyć moje własne przekonania i jakość posiadanych rzeczy. Miałem, porządny dach nad głową (choć u dziadków bywało różnie), dobre jedzenie i ubrania, jednak ciągle było mi nie tak. Czułem się gorszy, zawsze gorszy od innych.

Budowałem swój świat, który opierał się na tym, aby ”ktoś” mnie tolerował. Nieświadomie stwarzałem na lata sobie piekło na ziemi. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałem a teraz, po czasie stałem się świadomy, że pomimo wyzwań, jakie podejmowałem i tego, co zrobiłem, tak naprawdę nie radziłem sobie z życiem. Brakowało mi akceptacji mojej osoby. Sam nabity w pychę brnąłem w kolejne pomysły nie licząc się z tym, jaki to będzie miało zgubny wpływ na mnie, rodzinę i bliskich. To z kolei generowało kolejne zawody, jakich doznałem. Aż wreszcie zupełnie nieświadomy znalazłem coś, co wprowadzało mnie w inny świat. Świat iluzji proszków uspokajających i oparów alkoholu.

Dziś mogę tak powiedzieć, wtedy to było tylko czasami jedno, dwa piwa. Kiedy mijał ból „odrzucenia”, braku zrozumienia i zwykłego ciepła (dziś nazwałbym to brakiem miłości) znowu byłem ”najlepszy, ważny, szanowany”. I tak nieświadomy tego, jakim kosztem się to odbywa brnąłem dalej odnosząc coraz to większe upokorzenia. Trwało to lata. Okazało się jednak, że zażyte tabletki wcale nie rozwiązywały żadnych moich problemów. Wręcz przeciwnie generowały kolejne, wcale nie mniejsze od tych, które już miałem. I tak w tej spirali bezradności doszedłem do swojego dna. Po drodze było tysiące obietnic poprawy i porzucenia leków i picia alkoholu, które niczego nie zmieniły i „dochodząca” terapia (rozpoczynałem ją i nie kończyłem), kolizje drogowe i Bóg wie, co jeszcze.

Aż wreszcie po wyczerpaniu wszystkich swoich sił stanąłem samotny, wyzuty z uczuć i bez mała z człowieczeństwa na skraju utraty rodziny, pracy i życia. Upodlony i znienawidzony przez bliskich i samego siebie. Bez nadziei na dalsze życie. Znalazłem jednak „pomocną dłoń”, która wysłała mnie na terapię, wcześniej załatwiając mi tam miejsce. Pojechałem tam zdesperowany, wystraszony, a przez to zgodny na wszystko, co mnie tam czeka… choć przekonałem się, że jednak jeszcze nie do końca…

nie-konczaca-sie-opowiesc3

I może jeszcze jeden krótki cytat…

„Moim marzeniem była miłość do człowieka którego przecież kocham. Ale upływający czas wciąż przynosił ze sobą nowe niespodzianki i wieczne niezadowolenie…”

nie-konczaca-sie-opowiesc4

Ile ludzi tyle bólu. Ludzie i ich historie są różne ale ból... ten sam. Człowiek szuka różnych mniej lub więcej racjonalnych wyjaśnień ale droga do uzdrowienia zawsze jest jedna – przez prawdę. Najpierw prawdę o sobie samym. Aby to uczynić potrzeba drogowskazu, światła, drugiego człowieka, który rozjaśniłby mrok całej sytuacji. Potrzeba dobrej woli, jednym słowem trzeba chcieć.

„Nicość” jest wrogiem wszystkich. Ile trzeba zranień, ile upadków, ile niedowierzań aby spróbować „latać” na skrzydłach własnych marzeń… To tylko my, dorośli skuliśmy się kajdanami powszedności. Czy musi tak być? Tak naprawdę to zależy tylko od Ciebie! Od tego jakimi „łańcuchami” przykujesz się do własnych lęków! - Poszukaj Tego, kto uwalnia. Poszukaj Tego, który pod pozorami „ograniczeń” uwolni cię od własnych zniewoleń! Pozwoli rozwinąć skrzydła, by anioł w tobie zamieszkujący przypomniał ci jak latać!. Niech trwa w tobie NIEKOŃCZĄCA się opowieść...

nie-konczaca-sie-opowiesc5

Artykuł tygodnia

DLACZEGO LUDZIE KŁAMIĄ

Dlaczego ludzie szerzą oszczerstwa, odbierają bezinteresownie innym dobre imię? Czy tylko po to, by siebie usprawiedliwić, poczuć przez chwilę satysfakcję, że nie ma świata prawdy, wolnego od zła i zamętu? Kłamstwo - grzech główny. Zakaz kłamania został wyryty na kamiennych Mojżeszowych tablicach.

Ojcem kłamstwa jest diabolos - ten, którego celem jest - jak powiada Pismo Święte - sianie zamętu, zamieszanie, skłócanie. Philip Zimbardo, jeden ze współczesnych badaczy psychologii dobra i zła, stawiając pytanie o to, dlaczego dobrzy ludzie czynią zło, powiada, że grzechem anioła niosącego światło, zwanego Lucyferem, jest to, co średniowieczni myśliciele nazywali cupiditas: pożądanie, zachłanność, skąpstwo, potrzeba dominacji nad innymi - przymus, by zagarniać, zawłaszczać, podporządkowywać sobie wszystko i wszystkich.

Taki człowiek wrogie dla siebie otoczenie (które mogłoby obnażyć kłamstwo) będzie od siebie odpychać lub atakować.

Więcej…